Związek idealny, czyli jak dobrać najlepszą „drugą połówkę”

Na rynku nie brakuje książek o związkach. W znacznej mierze są to podręczniki i poradniki uczące o tym, jak podrywać, jak rozkochać w sobie chłopa oraz kogo unikać, na jakie typy uważać*. Mało jest natomiast tego, jak faktycznie dobrać partnera, na co zwrócić uwagę. W powietrzu aż roi się od stereotypów, a romantyczne komedie, z roku na rok produkowane coraz bardziej masowo wcale sprawy nie ułatwiają swoimi uproszczeniami do minimum absolutnie wszystkiego. Na rynku wiele jest poradników na kogo uważać, jakich mężczyzn unikać. Nie ma natomiast niczego rozprawiającego o fundamentach, które są tu, nie da się ukryć, najważniejsze.
Zejdźmy więc na ziemię i zróbmy trzeźwą analizę kilku możliwych rozwiązań.

Dobieranie się w pary i selekcjonowaniem idealnego partnera jest dziś banalnie proste, bo teoretycznie robi to za nas portal randkowy – każdy jeden z nastu dostępnych online. Nie brakuje również aplikacji mobilnych. Wystarczy wypełnić formularz, a aplikacja wypluwa całą listę godnych uwagi osób, z których wystarczy wybrać najprzystojniejszego…

Portale takie faktycznie potrafią dobrać do dwie osoby niczym dwie połówki jabłka.

Jak dwie połówki jabłka

To, co moim zdaniem w związku jest najmniej wskazane to właśnie podobieństwo, idealne podobieństwo. Mój przyjaciel, zapytany o powód, dla którego dziewczyna, z którą obecnie randkuje i, z czego póki co nie wynika nic dobrego, jest w jego oczach cudowna, stwierdził:

nigdy nie spotkałem nikogo tak podobnego do mnie!

Kiedy trafia się na kogoś tak podobnego do siebie, nie trudno wpaść w (samo)zachwyt. Przecież każdy z nas samego siebie zna nalepiej ze wszystkich, najwięcej czasu spędza z samym sobą i zdawałoby się nie ma nic lepszego niż trafić na kogoś takiego samego. Na bliźniaka.

Bliźniak. Tak, efekt bliźniaka zawsze jest zaskakujący. Ale na dłuższą metę , mimo licznych plusów, na dłuższą metę związek z bliźniakiem absurdalnie nie ma racji bytu.

Związek z „bliźniakiem” miałam okazję przerobić na własnej skórze. Byliśmy tak podobni pod tak wieloma względami, że szczerze wątpię, żeby udało mi się kiedykolwiek na świecie znaleźć drugą taką osobę równie mocno podobną do mnie, co on. Nie da się ukryć, że związek ten był dość wygodny. Identyczne zainteresowania i upodobania ułatwiały życie do granic możliwości.

Początkowo, jak w każdym związku było szaleństwo, magia oraz szczęścia co nie miara. Początkowo potrafiliśmy gadać godzinami. Całymi dniami. Nie raz zdarzyło się, że siadaliśmy nad herbatą późnym popołudniem, po czym orientowaliśmy się, że na dworze świta. Problem pojawił się, kiedy powiedzieliśmy sobie już wszystko.

Wspólne hobby i wspólne spędzanie wolnego czasu sprawiało, że po jakimś czasie nie mieliśmy sobie już nic do powiedzenia. Pojawiła się monotonia. Będąc z kimś tak podobnym nie można liczyć na nic nowego, bo niby skąd?

Kolejnym problemem był brak rozwoju i chęci poznawania nowych rzeczy. Nie bez przyczyny powstało powiedzenie, że kto się nie rozwija, ten się cofa. I tak było w tym związku. Żadne z nas nie robiło niczego odmiennego, więc nie mieliśmy skąd czerpać motywacji do jakiegokolwiek rozwoju.

Zdrowa-niezdrowa rywalizacja

Przeciwieństwem relacji dwóch „bliźniaków” jest związek, w którym dzieje się za dużo, który opiera się na rywalizacji między partnerami. Jeden z moim związków polegał na rywalizacji. Było w nim ciągłe napięcie i z każdej ze stron lekkie poczucie bycia w jakimś aspekcie gorszym. Ponieważ studiowaliśmy dokładnie to samo, porównywanie się nie było trudne.

Plusem takiego stanu rzeczy było niewątpliwie ciągłe, wzajemne motywowanie się w tej zdrowej-niezdrowej rywalizacji. Wszystko zdawało się być w porządku dopóki oboje biegliśmy w swoim rozwoju w miarę równolegle, uzupełniając braki i ciągnąc się wzajemnie w górę w różnych kwestiach i aspektach życia. W pewnym momencie jednak nasze drogi się rozbiegły. Między nami powstała zbyt duża przestrzeń, bo jednemu z nas coś nie wyszło. Przestrzeń rywalizacji zrobiła się tak wielka, bo kierunki w których upatrywaliśmy swoją doskonałość rozbiegły się. Zmiana wartości i kierunki rozwoju spowodowały, że przestrzeń stała się zbyt duża, a my przestaliśmy do siebie pasować.

Nie jak dwie połówki jabłka, ale jak banan i jabłko

Podczas jednego z wykładów pewien pastor tłumaczył, że związek nie jest jak dopasowanie dwóch połówek jabłka, ale jak dopasowanie jabłka do banana. Dużo wody przepłynęło przez koryto Odry, zanim przetrawiłam jego słowa i na własnej skórze przekonałam się, co kryje się pod owym hasłem.

„Biblia”, której nie sposób mi nie zacytować, bo też nie potrafię oddzielić jej od któregoś z aspektów swojego życia, mówi, że „kobieta i mężczyzna stali się jednym ciałem”**. Ludzie interpretują ten fragment na różne sposoby, najczęściej odnosząc się w pełni do cielesności. Jest on jednak głębszy; mówi o tym, że kobieta i mężczyzna powinni uzupełniać się wzajemnie cechami, których drugie z nich nie ma. Dopiero to pozwala na stworzenie związku idealnego.

Im mniej podobni tym lepiej

Na pozór może to się wydawać dziwne i całkiem absurdalne, ale owe różnice powodują, że możemy się rozwijać. Jeśli dwoje ludzi ma odmienne zainteresowania, różne pasje, nigdy nie skończą się im tematy do dyskusji. Nie będą mieli również pola do rywalizacji, bo na tym tle porównanie będzie wręcz niemożliwe. Zupełnie odmienne studia i towarzystwo sprawia, że każdego dnia można odkrywać w sobie coś nowego, innego. Wiedzę, której nie ma jedna połówka uzupełniana jest przez drugą. Razem – wiedza i potrafią więcej, przez co są w stanie znacznie więcej osiągnąć.

Oczywiście ważne jest, by mieć jakieś wspólne hobby, a jeśli go nie ma – by je po prostu znaleźć. Doskonałym przykładem jest sport. Jeśli pasją obojga jest właśnie sport, ale każde z nich ma zupełnie inne dziedziny, najprostszym sposobem jest spróbować tych tych, którymi pasjonuje się druga połówka. Dzięki temu każde z nas może się rozwinąć poznając coś nowego, a druga strona zyskuje kompana do wspólnego jego uprawiania.

Natomiast całkiem odmienne hobby obojga mogą doskonałym sposobem na poszerzenie kręgu swoich zainteresowań – jedno może zarazić swoją pasją drugie. Gwarantuje to dalszy rozwój, który, jak już to było wspomniane, jest naprawdę ważną częścią życia. Dzięki temu im więcej różnych zainteresowań, tym więcej możliwości na wspólne i ciekawe spędzanie wolnego czasu oraz kolejne tematy do dyskusji.

Przyjaźń jest ważna, ale tu chodzi o coś więcej

Zwykło się powtarzać, że partner, czy też partnerka powinna być naszym najbliższym przyjacielem. Karmiona tym przekonaniem uczyniłam ze swojego lubego swoją najlepszą przyjaciółkę. Kiedy w końcu zebrało się w nim wszystko, wybuchł przy okazji wyjaśniając mi, że nią nie jest. Uświadomił mi, że jest moim facetem, a nie przyjaciółką, z którą mogę sobie robić maseczki, gadać o przysłowiowym okresie i „tej pięknej sukience, którą widziałam dziś na wystawie” pytając o to, jakie buty mogłyby do niej pasować.

Miał rację. Przyjaźń w związku jest ważna. Nawet bardzo ważna, ale nie możemy zapominać o różnicy płci. Najlepszą przyjaciółką kobiety będzie druga kobieta, a mężczyzny – drugi mężczyzna. Oczywiście można tu wymienić wyjątki, bo są kobiety, które pasjonują typowo męskie dziedziny: można z nimi porozmawiać o samochodach, obejrzeć mecz, ale to mimo wszystko w dalszym ciągu są odmienne płcie, które, mogą porozumieć na kilku dodatkowych płaszczyznach. Nawet, jeśli tychże dziedzin byłoby kilka, ich płeć w dalszym ciągu pozostanie płcią piękną i nigdy poziom zrozumienia nie ulokuje się na tym samym poziomie co między dwoma mężczyznami, czy dwiema kobietami.

Przyjaźń w związku powinna być przede wszystkim świadomością, że na nikim nie można polegać tak, jak na naszej drugiej połówce, że po ciężkim dniu zawsze można liczyć na wsparcie, przytulenie i zrozumienie. Ale ta przyjaźń wcale nie musi sprowadzać się akurat do wspólnego oglądania meczu, picia piwa, robienia sobie maseczek, plotkowaniu o ciuchach i fryzurach ani do chodzenia po sklepach w celu znalezienia odpowiedniej torebki do butów. Od tego są przyjaciele – dla mężczyzny i przyjaciółki – dla kobiety.

Są osoby, z którymi od początku czujemy się, jakbyśmy znali się zawsze. I wcale nie musi to być nasz „bliźniak”. Są osoby, z którymi dzielimy pasje – jedną lub nawet kilka i możemy rozmawiać całymi godzinami. Są tacy ludzie, z którymi po prostu gada nam się lepiej niż z kimkolwiek innym. I nawet jeśli czas z tymi osobami zawsze jest miły, wcale nie musi to zwiastować udanego związku, bo wciąż może tam zabraknąć tego „czegoś”.

Czym jest to coś więcej?

Co więc odróżnia związek od przyjaźni i czemu ten najlepszy przyjaciel nie koniecznie musi być naszym partnerem? Tym czymś więcej jest nasza fascynacja drugą osobą – szybsze bicie serca, energia do życia, którą daje nam choćby krótkie spotkanie z tym kimś jednym jedynym i oczywiście chęć bycia blisko niego. Tak blisko, jak to tylko możliwe.

Z przyjacielem dobrze jest się spotkać, pogadać, napić piwa, ale nie zawsze mamy ochotę rzucić mu się na szyję… Przynajmniej przed tymi dwoma, trzema piwami, kiedy jeszcze mamy pełna świadomość. Po nich zdarzyć się może już wszystko, bo gdy rum zaszumi w głowie interesujący może stać się nawet tej wychudzony, przykrótki wzrostem okularnik, który dzieli z nami open space w biurze. Dlatego do związku warto podchodzić świadomie i na trzeźwo.

Znam wiele osób, (zresztą sama również do nich należę), które po rozstaniu przyznały, że ich partner lub partnerka byli ich cudownymi przyjaciółmi, takimi najlepszymi. O wspólnej pasji mogli gadać do rana, a temat nigdy się im nie kończył. W tym wszystkim zabrakło jednak czegoś więcej. Brakowało fascynacji i popędu. Siedząc koło takiego przyjaciela serce wcale nie zaczynało bić mocniej, świat nie wirował. Po prostu było fajnie. I było o czym gadać.

Po rozstaniu z takim partnerem bardziej boli fakt utraty przyjaciela, a nie miłości.

Zaufanie to pierwszy fundament zdrowego związku

Podstawą zdrowej relacji między kobieta i mężczyzną jest wzajemne zaufanie. Każdy z nas jest wolny, a związek powinien dodawać skrzydeł – dawać jeszcze więcej wolności i poszerzać omówione wcześniej możliwości, dawać motywację do życia i pole do rozwoju. Związek powinien sprawiać, że jeden plus jeden da więcej niż dwa.

Budując związek na fundamencie jakim jest zaufanie i mając świadomość bycia tą jedną jedyną lub jednym jedynym możemy tylko zyskać. Ograniczanie tak zwanej drugiej połówki nie prowadzi do niczego dobrego.

Niedawno zostałam zapytana, dlaczego nie jestem ze swoim długoletnim przyjacielem, który, nie da się ukryć, jest bardzo przystojny.

Skoro ci się podoba, to dlaczego z nim nie jesteś?

Pytanie to mocno mnie zaskoczyło, bo nigdy nawet przez myśl mi – zresztą jemu też, chodź nasze „podobanie się sobie” jest obustronne – nie przeszło, żebyśmy zostali parą. Nie da się ukryć, że, tak jak w związku, również i w przyjaźni ważny jest wygląd i to wzajemne „podobanie się sobie”, ale jest to coś nieco innego. Z moim przystojnym przyjacielem mogę konie kraść, ale nie jest to osoba, która sprawia, że moje serce bije szybciej, że świat wiruje i nabiera mocniejszych barw. Trzeba pamiętać, że przyjaźń to jest coś innego i jest równie ważna jak związek. Ja, wiedząc o tym nie miałam najmniejszego problemu, kiedy mój chłopak szedł na spotkanie z przyjaciółką, z którą przegadywał kilka godzin, wielokrotnie powtarzając, jak bardzo ją uwielbia i jaka jest super. Wiadomo, że nie pozostawało to u mnie bez echa zazdrości, ale wiedziałam, że ze spotkania z nią zawsze wracał w cudownym nastroju i radością. Do mnie. Bo to ja, a nie ona byłam dla niego tę jedną jedyną.

On ją bije, a ona go kocha

Ostatnim typem tym razem naprawdę niezdrowego, ale tak bardzo niezdrowego związku jest tak zwany związek zależny. Ten typ najlepiej opisuje „on ją bije, a ona go kocha”. Gdzie owo „bicie” może być zarówno fizycznym znęcaniem się jak i emocjonalnym i mentalnym. Przykłady podobnych związków widać było wyraźnie u dwóch gwiazd: Pameli Anderson i jej męża, który za pobicie żony dwukrotnie odsiadywał karę więzienia oraz, nieco świeższa sprawa piosenkarki Rihanny. Obie, mimo rzezi jakie wyrządzili im ich partnerzy twierdziły, że ich kochają. I jest wcale nie musi być nieprawdą.

W związku zależnym jedna z osób staje się zależna emocjonalnie od swojego oprawcy i mimo że wie, że nie jest to zdrowa relacja, owo znęcanie się absurdalnie zacieśnia tę więź. Ofiara stara się jak może, żeby zasłużyć na brak kary, podczas gdy oprawca może nią z łatwością manipulować. Dla jednego miłego słowa, dla czułego pocałunku ofiara gotowa jest na naprawdę wiele poświęceń.

Ale toksyczność w związku nie zawsze musi być tak jasna i łatwa do zauważenia. Może to być wbijanie szpileczek i podcinanie skrzydeł. Psucie humoru i brutalne sprowadzanie na ziemię, kiedy cieszysz się swoim sukcesem nie jest ani normalne, ani dobre. Partner, któremu na tobie zależy będzie, tak jak dobry przyjaciel, cieszył się twoim szczęściem.

Kolejną oznaką jest realizacja tego, o co prosisz. Jeśli przez pół roku prosisz partnera i doprosić się nie możesz o pomoc z czymś, co jest dla ciebie bardzo ważne i na czym bardzo ci zależy, a jemu zajmie niewiele czasu, to również warto się nad tym zastanowić. Osoba, której na Tobie zależy zrobi wszystko, żebyś była szczęśliwa. Weź na to poprawkę.

Jeśli jakimś cudem uświadomisz sobie kiedyś, że tkwisz w czymś podobnym, nie zastanawiaj się. Zakończ to. Zapewne będzie boleć, bo wszystkie rozstania bolą, ale jak się otrząśniesz, urosną ci skrzydła.

_________________________________

* W tej ostatniej kwestii niezastąpiony jest poradnik „Przestań całować żaby”, który polecam na każą porę dnia i roku, bo można się uśmiać do rozpuku. Zaznaczam jednak, że dobrze jest „połknąć” ową lekturę jeszcze przed wyjściem za mąż. Wtedy może już tylko wywołać ironiczny śmiech przez łzy.

** Ewangelia Mateusza 19, 6

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *