W ostatnim tygodniu w mediach zawrzało. Tematem były „cnoty niewieście”. Rozpisali się o nich w swoich mediach społecznościowych dziennikarze i celebryci. Pojawiły się nowe memy.

Każdy na ten temat pisał co innego.

Jak się okazało źródłem tej burzy była wypowiedź dr Pawła Szydlewsiego, doradcy Przemysława Czarnka, obecnego ministra edukacji.

„Dziś obserwujemy w kulturze bardzo niebezpieczne zjawisko moralne, także religijne, pewnego zepsucia duchowego kobiety polegającego na rozbudzeniu w kobiecie pychy, która się przejawia próżnością, zainteresowaniem wyłącznie sobą, egotyzmem, zwalczaniem obiektywnego porządku na rzecz widzenia siebie” – tak współczesne kobiety widzi dr Paweł Skrzydlewski, profesor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Chełmie i felietonista Radia Maryja.

Co autor miał na myśli?

Okazuje się, że nawet Przemysław Czarnek nie jest w stanie rozszyfrować tajemniczego określenia swojego doradcy. W wywiadzie dla portalu w Polityce.pl mówi tylko, że „cnoty niewieście” nie są czymś negatywnym, a samo sformułowanie nie pada w oficjalnych dokumentach ministerialnych dotyczących kierunków polityki oświatowej^.

No właśnie – nikt do końca nie wie, o co chodzi, a mimo to wszyscy, zgodnie z zasadą „nie wiem, ale się wypowiem” zabrali głos.

Dr Paweł Szydlewski planuje zmianę programu nauczania przysposobienia do życia w rodzinie (aczkolwiek szef resortu edukacji przyznał, że nie będzie zmian podstawy programowej przedmiotu ani liczby godzin). Fakt, że jest felietonistą Radia Maryja wzbudza kontrowersje i skłoniło wiele kobiet do szybkiego wyciągnięcia wniosków. W mediach społecznościowych opatrywały swoje głosy w sprawie roznegliżowanymi zdjęciami z wakacji domniemywając, że celem, czy też konsekwencją zapowiedzianych przez Szydlewskiego zmian będzie zakucie kobiet w burki.

Przemysław Czarnek szybko zareagował. Nie zganił swojego doradcy. Wręcz przeciwnie. „To, że niektóre celebrytki o lewackich poglądach nie rozumieją słów ze słownika filozoficznego i źle im się one kojarzą, to wynika z ich nieuctwa, a nie z polityki edukacyjnej”^

Nie jestem lewicowcem.

Ja oprę się raczej na wartościach Biblijnych, co prawda dalekich od tych, które wtłacza swoim wiernym kościół katolicki, ale przynajmniej w teorii na nich bazujących. Może dzięki temu będzie to mniejsze wróżenie z fusów niż w przypadku innych wypowiedzi.

Albo i nie.

Nie mniej jednak zachęcam do lektury jak i dzielenia się swoimi poglądami w komentarzach.

Jeśli przedmiot, jakim jest wychowanie do życia w rodzinie faktycznie skoncentrowałby się na tym, jak powinna wyglądać rodzina i przegotować do niej dzieci, które nie wyniosły z domu odpowiedniego jej przykładu, to jestem jak najbardziej za.

Zwłaszcza, że, sama tego przedmiotu nie miałam (część rodziców się na to nie zgodziła), słyszałam, że jego główną ideą jest nauka zakładania prezerwatywy na banana.

Skoro wychowanie w rodzinie mamy w polskich szkołach od tak dawna, a mimo to naszemu krajowi coraz bliżej do zgniłych, ale za to modnych wartości przybyłych do nas zza oceanu, gdzie utrata dziewictwa podczas balu maturalnego jest najpóźniejszym momentem, kiedy można to zrobić, bo inaczej to wstyd, to uważam, że ów przedmiot faktycznie należałoby zreformować.

Słuchałam kiedyś prelekcji terapeuty małżeńskiego dr inż. Jacka Pulikowskiego, w której przytoczył historię poznanego przez siebie młodego chłopaka. Podczas swojego wystąpienia mówił o małżeństwie i komunikacji w związku.

Po jego wystąpieniu młody chłopak zapytał go, co to znaczy „być dobrym mężem, a potem dobrym ojcem”. Mówca nie bardzo zrozumiał jego pytanie, bo na odpowiedź poświęcił właśnie przeszło godzinę. Okazało się, że chłopak pyta dosłownie. Dosłownie, co ma robić i jak się zachowywać, żeby być dobrym mężem i dosłownie co ma robić i jak się zachowywać, żeby być dobrym ojcem.

Chłopak wychował się w domu dziecka nie mając absolutnie żadnego wzorca: ani pozytywnego, od którego mógłby czerpać naukę i inspiracje, ani negatywnego – żeby naprawić jego błędny.

Żadnego.

Nie miał pojęcia, co to znaczy być mężem i jak się zachować będąc w związku.

Kiedy mówca zaczął mu tłumaczyć, on wszystko skrzętnie zapisywał. On naprawdę chciał się tego nauczyć i móc założyć normalną i zdrową rodzinę.

Udało mu się. Mówca wspomniał, że spotkał chłopaka kilak, czy kilkanaście lat później. Oczywiście to chłopak go rozpoznał i zagadał, po czym, jako szczęśliwy mąż i ojciec przedstawił mu swoją rodzinę.

Jeśli w nowym modelu lekcji dzieciom wpajanoby jak tworzyć rodzinę i co jest w niej ważne, jaka jest rola męża, a jaka żony, to z przyjemnością sama wzbogaciłabym je o swój autorski warsztat „5 języków miłości dla singli”. Bo, mimo że okazywanie sobie nawzajem miłości wydaje się być czymś oczywistym, w praktyce okazuje się, wcale tak nie jest.

Podobnie jest z podziałem obowiązków, który wcale nie jest taki oczywisty i nie wszyscy wynoszą go z domu w poprawnej formie.

Zwykle po prostu go nie ma.

Podobnie jak i konsekwencji obojga rodziców w kwestii wychowania dzieci.

Dlaczego „cnoty niewieście”? A co z męskimi?

Tomasz Terlikowski, publicysta katolicki, były redaktor naczelny Telewizji Republika, znany ze swoich konserwatywnych poglądów, był zaskoczony wypowiedzią doradcy ministra edukacji. „To jednak fascynujące, jak mężczyźni troszczą się o 'tradycyjne cnoty niewieście'. O tradycyjnych cnotach męskich dr Paweł Skrzydlewski wspomnieć nie raczył, z czego można domniemywać, że z tą sprawa jest świetnie, że nią nie trzeba się zajmować, że faceci cnotliwi jak nigdy wcześniej i rzecz jasna ani próżność, ani egotyzm w żadnym razie ich nie dotykają. Kryzysu męskości nie ma, a winę za wszystko ponoszą kobiety. Jeśli to ma być ten nowy program wychowania do życia w rodzinie, to ja nie wieszczę mu sukcesów, no może poza tym, że jeszcze więcej młodych kobiet będzie dostawać wścieklizny na samo słowo 'tradycyjne wartości', 'cnoty moralne' czy Kościół” – pisał gorzko na Twitterze^.

Jak wyjaśnił mi to kiedyś jeden z kumpli: ponieważ klucz, który otwiera każde drzwi jest doskonały, ale drzwi, które otworzy się każdym kluczem – wręcz przeciwnie.

Aczkolwiek mnie, jako kobietę razi równie mocno rozwiązłość mężczyzn jak i kobiet.

Bo, najzwyczajniej w świecie nie ma męskich cnót. Żaden mężczyzna nigdy nie odmówi kobiecie.

Jedynie kobieta może powiedzieć „nie”. To na niej w tej kwestii spoczywa odpowiedzialność, ponieważ dla kobiety seks jest czymś więcej niż dla mężczyzny. Dla niej wiąże się z emocjami. W przypadku mężczyzny – nie wiąże się z niczym.

A po siódme: Nie będziesz cudzołożył*

Moja niezwykle nowoczesna babcia przekazała mi niezwykle wartościowe i cenne (chciałam napisać „staromodne”, ale jednak nie) wartości. Mimo że nie była bogobojną, przestrzegała biblijnych prawd o małżeństwie.

Do łóżka poszli dopiero po ślubie.

Drudzy dziadkowie nie byli inni. Babcia mówiła mi, że była tak nieświadoma, „z czym to się je”, że po ślubie ksiądz wręczył im książeczkę o prokreacji.

Jedni i drudzy stworzyli dla swoich dzieci normalne domy i, można powiedzieć, dla wielu byli wzorem tego, jak powinien wyglądać związek dwojga ludzi.

Niektórzy jeleniogórzanie do dziś pamiętają, jak moi dziadkowie wychodzili razem do pracy, a na rozdrożu swoich dróg dawali sobie buzi. Dziadek szedł do Ratusza, gdzie pełnił funkcję przewodniczącego rady miasta, a babcia w swoją stronę. (Nie wiem, gdzie pracowała).

Byli bardzo wierzący i od początku budowali swój związek na wartościach chrześcijańskich.

Wyszli na tym bardzo dobrze, podobnie jak ich dzieci.

R E K L A M A

Pamiętam, że kłócili się strasznie, ale dobra kłótnia jest podstawą udanego związku.

Oni umieli się kłócić. Każde wyrzucało z siebie od razu to, co było nie tak, po czym babcia szła ochłonąć do kuchni, a dziadek z grymasem wściekłości siadał w fotelu i wgapiał się ekran telewizora.

Jakiś czas później babcia wracała z kuchni z kolacją dla dziadka, który odwracał się już całkiem spokojny mówiąc „dziękuje ci, serduszko moje”.

Decydując się na współżycie ludzie wiążą się ze sobą mocno, zakochują się chemicznie stając się ślepymi na swoje niedopasowania. Taki związek może przetrwać, ale zwykle nie kończy się dobrze. A patologia rodzi patologię.

A patologia rodzi patologię

Przykładów nie musiałam szukać daleko. Zaczęłam od mojej własnej rodziny. Mój kuzyn z rozbitego związku, z rodziny „patchworkowej” stworzył własną – chorą rodzinę.

Moja przyjaciółka z rozbitej rodziny „wyszła za mąż i zaraz wróciła”. Jej były mąż i ojciec jej dziecka został czasowo pozbawiony praw rodzicielskich, co jest mu absolutnie na rękę.

Mój przyjaciel z kompletnie patchworkowej rodziny i przy okazji całkowicie ateistycznego kraju sam dokładnie taką tworzy i dzieje się w niej bardzo źle. Jego córka jest przedmiotem walki jej rodziców, a jego obecna narzeczona, która ma swoje dziecko z poprzedniego związku, nie toleruje jego dziecka. Od niedawna mają wspólne dziecko.

Dla kontrastu – z tego samego ateistycznego kraju mam inną znajomą z absolutnie przykładnego domu: dwoje rodziców, awantury i kłótnie. Zawsze i wszędzie razem.

Ona stworzyła w pełni zdrową rodzinę.

Przykładów mogłabym wymieniać jeszcze mnóstwo, ale wolę znaleźć źródło problemu tych porozbijanych rodzin. We wszystkich powyższych przypadkach źródłem problemu była tzw. „wpadka”.

Niechciana ciąża.

Gdyby nie dziecko, żaden z powyższych związków nigdy nie miałby szans wypalić. W każdym z tych przypadków niechciana ciąża była jedynym powodem, dla którego ci ludzie w ogóle się ze sobą związali.

Aczkolwiek jedni wcale się ze sobą nie związali. Ich dziecko jest skutkiem jedno-nocnej przygody, która, przy przestrzeganiu cnót niewieścich, w ogóle nie miałaby miejsca.

Inna grupa moich znajomych tworzy szczęśliwe związki, które doprowadziły do stworzenia szczęśliwych rodzin.

Wszyscy oni wywodzą się z pełnych rodzin, które, nie zawsze były udane, ale w żadnym przypadku nie doszło do rozwodu ani do zdrady.

Brak patologii rodzi… Brak patologii!

Seks jest potężnym narzędziem, który powinien być zarezerwowany dla par, które świadomie podjęły decyzję o tym, że chcą być razem i tworzyć rodzinę.

Wtedy żadna wpadka nie będzie problemem. Zwłaszcza, że wówczas ciąży nie nazwiemy.

Cnoty niewieście w Biblii, czyli co powinni małżonkowie

Bardzo znany fragment, który, jakimś dziwnym trafem we wszystkich kościołach (zarówno katolickich jak i protestanckich) pamiętany jest tylko w połowie mówi:

Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus – Głową Kościoła. […]

Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom – we wszystkim.

ta zapomniana część to:

Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie […]

Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało.

Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje**.

Można by się oburzać, czemu to mężczyzna ma o wszystkim decydować!

Zacznijmy od tego, że nie o wszystkim. Decyzje powinno się podejmować wspólnie. (Chociaż moja babcia jest doskonałym przykładem na to, że nie zawsze). Zwykle jednak kobiety decyzje podejmują bardziej emocjonalnie, a mężczyźni – trzeźwo. Dlatego też warto (po prostu warto!) skonsultować wszystko z mężczyzną.

Nie znaczy to jednak, że mężczyzna ma licencję na podejmowanie decyzji.

Zwykle 😉

Zaufanie powinno być absolutną podstawą każdego związku.

Kiedy mój dziadek przebywał na półrocznym stypendium lekarskim w USA, moja babcia mieszkała razem z dwójką małych dzieci w wynajmowanej klitce. Od samotnej, starszej sąsiadki dostała ofertę kupna jej domu – pięknej willi w prestiżowej dzielnicy Wrocławia.

Poprosiła dziadka o wysłanie jej znacznego procenta zarobionych w Stanach pieniędzy nie mówiąc mu, po co o nie prosi.

Dziadek, nie pytając o nic żonę, wysłał jej grubą sumę.

Zaufanie.

Parę tygodni później wylądował w Niemczech. Kupił samochód i skierował się do domu.

Moja babcia z pomocą znajomej dojechała do granicy i tam przesiadła się do samochodu dziadka.

Kiedy dotarli na ulicę, przy której mieszkali, babcia poprosiła dziadka, żeby zaparkował po przeciwnej jej stronie.

– Ale po co? Będzie za daleko, żeby nosić te wszystkie bagaże!

Ale zaparkował.

Wysiedli z auta, a babcia, wskazując ręką na willę, przy której się zatrzymali powiedziała „a to właśnie jest nasz dom”.

Podobno dziadek zareagował bardzo impulsywnie. Wściekł się mówiąc, że on harował jak wół przez pół roku, a ona za jego ciężko zarobione pieniądze kupiła dom.

Babcia opowiadała mi, że dziadek dochodził do siebie dwa tygodnie. Potem przyznał, że to była najlepsza decyzja, jaką babcia mogła podjąć.

W owej willi wychowały się moja mama i ciotka, a potem, zanim poszliśmy na swoje – moi rodzice oraz wujostwo z moim kuzynem. Łącznie w czasach świetności owej willi mieszkało w niej 9 osób, łącznie – 3 rodziny.

Mój dziadek mieszał w nim do śmierci.

Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną***

Małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny.

Kobiety i mężczyzny, a nie kobiety, mężczyzny, teścia, teściowej, szwagra, jątrwy itd.

Po zastanowieniu stwierdzam, że Biblia nie bez powodu wymienia właśnie rodziców syna. Najczęstszą osobą wtrącającą się w małżeństwo jest właśnie matka męża. Co nie znaczy, że matki żon nigdy tego nie robią.

A wtrącanie się osób trzecich nigdy nie wróży niczego dobrego. Wręcz zwykle prowadzi do katastrofy.

5 języków miłości

Wspominałam o tym już na początku. Ich nieznajomość jest najszczerszym źródłem stwierdzeń, że on/ona już mnie nie kocha.

Psychologia wyróżnia pięć podstawowych sposobów okazywania miłości: dawanie upominków, wspólne spędzanie czasu, dotyk, zrobienie czegoś dla kogoś i rozmowa. Spośród nich każdy z nas ma jeden główny język, dzięki któremu nie tylko wie, że jest kochany, ale przede wszystkim to czuje.

Ponadto, o czym mówi Biblia, a co psychologia potwierdza, kobieta i mężczyzna bardzo różnią się w swoich najważniejszych potrzebach, czego niezrozumienie jest podstawowym powodem konfliktów obu płci. Kobieta przede wszystkim potrzebuje czułości i miłości, natomiast dla mężczyzny ważniejszy od tego jest szacunek. Wiedząc to, nawołanie świętego Pawła:

niechaj także każdy z was tak miłuje swą żonę jak siebie samego!

A żona niechaj się odnosi ze czcią do swojego męża!

Nie jest sposobem na poniżenie kobiety, która ma „czcić męża”, ale warunkiem zapewnienia jej zdrowej relacji. Tak samo mąż nie ma po prostu traktować żony z szacunkiem, co jest normalne dla jego natury, ale ma ją kochać – czynnie jej swoją miłość okazywać.

_____________________________________

^ ^ ^Żródło: https://m.wirtualnemedia.pl/m/artykul/cnoty-niewiescie-co-to-jest-pawel-skrzydlewski-kto-to-jest-przemyslaw-czarnek

*Księga Wyjścia 20, 14. Po siódme, ponieważ bazuję na Biblii, nie na katechizmie, w którym drugie przykazanie zostało usunięte, bo całkowicie zaprzecza wizerunkowi kościoła katolickiego.

** List do Efezjan, 5, 22 – 29.

*** List do Efezjan 5,31